10% Twojego PIT-u pójdzie na górnictwo
Przeciętna rodzina w Polsce w tym roku wyda około 600 zł na wsparcie nierentownych kopalń węgla na Śląsku, podczas gdy kopalnia Bogdanka, działająca z zyskiem, zmuszona jest ograniczać wydobycie. Szacuje się, że utrzymanie jednego miejsca pracy w górnictwie kosztuje obecnie pół miliona złotych rocznie. Deklaracje polityków, że ten stan rzeczy utrzyma się do 2049 roku, budzą wątpliwości, ponieważ eksport polskiego węgla osiągnął najniższy poziom od stulecia, a zapotrzebowanie na węgiel w kraju może spaść niemal do zera w ciągu najbliższych 15 lat.

Źródło: WysokieNapiecie.pl
LW Bogdanka obawia się o swoją konkurencyjność w stosunku do dotowanej PGG, której wsparcie państwowe pozwala na oferowanie niższych cen.
Dziś rozpocznie się protest głodowy przewodniczącego związku zawodowego „Przeróbka” w kopalni Bogdanka. Jarosław Niemiec chce w ten sposób zmusić rząd oraz państwową Eneę, właściciela kopalni, do rozpoczęcia szczerych rozmów z przedstawicielami związków zawodowych na temat przyszłości zakładu.
Związkowcy stracili wiarę w dotychczasowe, nierealne już plany dotyczące wsparcia polskiego górnictwa. Umowa „społeczna”, podpisana w 2021 roku między rządem a związkowcami, miała gwarantować dotowanie kopalń przez kolejne 25 lat, bez względu na zmieniające się zapotrzebowanie na węgiel.
Źródło: YouTube / WysokieNapiecie.pl
Środki przeznaczone na ten cel, określane często eufemistycznie jako pieniądze na „likwidację kopalń” (co jest mylące, ponieważ bez tych funduszy kopalnie same by się zamknęły), są przekazywane w coraz większych ilościach, znacznie przewyższających oficjalne szacunki.
9 mld zł dotacji do górnictwa w 2025
W 2025 roku na górnictwo przeznaczone zostanie aż 9 miliardów złotych, co stanowi niemal 1/10 wpływów z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). W ubiegłym roku kwota ta wynosiła 7 miliardów złotych, a w nadchodzącym roku przekroczy 10 miliardów złotych, z tendencją wzrostową, ponieważ popyt na węgiel nadal maleje.

Źródło: WysokieNapiecie.pl
Gdyby środki przeznaczone na dopłaty do górnictwa zostały skierowane na inny cel, możliwe byłoby przyznanie każdemu nauczycielowi w Polsce podwyżki w wysokości 1000 zł lub zwrot podatku dla każdej polskiej rodziny w wysokości 600 zł rocznie.
Deficyt górnictwa rośnie z roku na rok
Zamiast zmniejszać dotacje, te z roku na rok rosną, trafiając głównie do najbardziej deficytowych kopalń. LW Bogdanka nie otrzymuje wsparcia, ponieważ jest najbardziej efektywną polską kopalnią, wydobywającą dwa razy więcej węgla na pracownika niż śląska konkurencja i utrzymującą się z własnych środków. Niemniej jednak, spadający popyt na węgiel oraz dotacje podtrzymujące wydobycie na Śląsku zmusiły Bogdankę do zwolnienia części pracowników i ograniczenia wydobycia, co zmniejszyło jej zyski. Jeśli sytuacja się nie zmieni, kopalnia może zacząć przynosić straty i także będzie zmuszona korzystać z dopłat publicznych.
Zużycie węgla w energetyce, największym odbiorcy tego surowca, spada mimo wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną. W 2024 roku udział węgla w produkcji energii spadł do rekordowo niskiego poziomu – około 55-57%. W tym czasie produkcja z węgla kamiennego zmniejszyła się o prawie 10%, a elektrownie zużyły o 5 mln ton węgla mniej. Z kolei udział odnawialnych źródeł energii wzrósł do rekordowych 30%.

Źródło: WysokieNapiecie.pl
Spadek zużycia węgla, czyli „czarnego złota”, widoczny jest również w przemyśle. Po rekordowych cenach węgla, które sięgały nawet 3000 zł za tonę dwa lata temu, surowiec stracił swoje udziały w rynku ogrzewania.
Z danych zebranych przez WysokieNapiecie.pl wynika, że krajowe zużycie węgla kamiennego w 2024 roku wyniosło jedynie 57 milionów ton, co stanowi najniższy poziom od 1951 roku.
Węgiel w Polsce stał się na tyle drogi, że nikt na świecie nie jest w stanie go kupować. Eksport polskiego węgla spadł do najniższego poziomu od 100 lat.
Polskie kopalnie mogłyby radzić sobie bez krajowego zużycia, ponieważ popyt na węgiel na świecie w minionym roku był najwyższy w historii, a w samej Europie zużywa się go więcej, niż Polska produkuje. Kiedyś byliśmy jednym z największych eksporterów węgla.
Problemem są jednak koszty produkcji. Średnie koszty wydobycia węgla w Polsce wynoszą około 1000 zł za tonę, a w najgorszych kopalniach mogą sięgać nawet 1500 zł i więcej. Co gorsza, te koszty wciąż rosną. Tymczasem cena węgla sprowadzanego z Ameryki Południowej czy Afryki nie przekracza 500 zł za tonę i nadal spada.
Polskie górnictwo musiałoby dopłacać do eksportu węgla 2-3-krotność jego wartości, aby znaleźć chętnych na ten towar. Ponieważ kopalnie nie mogą znaleźć zbytu, a „umowa społeczna” gwarantuje utrzymanie nierentownych kopalń, wydajność branży spada, a jej deficyt się pogłębia.
Wydajność spada, a pensje rosną
Pomimo znaczącego spadku wydobycia, zatrudnienie w górnictwie zmienia się niewiele, a pensje rosną bardzo szybko. W listopadzie 2024 roku, według danych GUS, średnia pensja w górnictwie przekroczyła 18 tys. zł brutto. W tej kwocie uwzględniona jest jednak barbórka, czyli de facto trzynasta pensja. Górnicy otrzymają także czternastą pensję w następnym miesiącu, a w ubiegłym roku dostali dwie mniejsze premie po około 2 tys. zł każda.
Średnia płaca w górnictwie za ostatnich 12 miesięcy wynosi jednak tylko 13 tys. zł brutto, co po opodatkowaniu daje około 9 tys. zł na rękę. Warto jednak zauważyć, że górnicy pracują znacznie krócej niż większość pracowników w kraju, co znacząco podnosi realną wartość ich wynagrodzenia.

Źródło: WysokieNapiecie.pl
Mimo rekordowo niskiego bezrobocia, niewielu górników szuka pracy poza sektorem górniczym, ponieważ żadna inna branża nie może im zaoferować takich pensji i przywilejów, a także takich dotacji, jak górnictwo.
Jeżeli z 74 tys. górniczych etatów odejmiemy 32 tys. pracowników JSW, 6 tys. z LW Bogdanka i około 17 tys. pracowników kopalń PGG, które mogłyby być rentowne, okaże się, że kwotą 9 miliardów złotych dotujemy utrzymanie jedynie 20 tysięcy etatów. To oznacza, że utrzymanie jednego miejsca pracy w deficytowej części polskiego górnictwa kosztuje podatników 450 tysięcy złotych rocznie, czyli 0,5 miliona złotych na pracownika. Co roku. Tyle, ile wynosi średnia pensja górnika. W tym kontekście, wypłacanie górnikom pensji bez konieczności przychodzenia do pracy byłoby tańsze i bezpieczniejsze.
Link do artykułu autora, dzięki któremu powstał nasz news: KLIKNIJ TUTAJ
Link do strony, która jest autorem infografik: KLIKNIJ TUTAJ